2808647
Dziś
Wczoraj
W tym tygodniu
Last Week
W tym miesiącu
W zeszłym miesiącu
Ogólnie
896
823
6750
1677006
49121
82658
2808647

Facebook

 

Migawki

Kontakt

17 kwietnia wspominamy św. Roberta z Molesme, prezbitera, opata.

 

Robert urodził się ok.1028 roku w Szampanii w północno-wschodniej Francji, w zacnej, starej rodzinie szlacheckiej. W wieku 15 lat rozpoczął formację zakonną w nowicjacie w klasztorze benedyktyńskim w Moutier-la-Celle w Szmpanii. Od początku życia zakonnego cechowała go wielka gorliwość w realizacji reguły zakonnej, umiłowanie modlitwy, milczenia i samotności. Po 2 latach formacji przyjął święcenia kapłańskie. Po kilku latach został opatem klasztoru benedyktyńskiego św. Michała w Tonnevre w Burgundii. Zastał tam wspólnotę zakonników, którzy nie respektowali zasad reguły benedyktyńskiej. Nie zaakceptowali dyscypliny, którą usiłował wprowadzić, więc Robert wrócił do klasztoru w Tonnevre.

 

Po kilku latach został opatem klasztoru benedyktyńskiego w Ayoul de Provins w Szampanii. Krótko pełnił tą posługę, gdyż pustelnicy z Collan w Burgundii usilnie prosili go, by został ich przełożonym, tą prośbę potwierdził sam papież Grzegorz VII. Ponieważ w tej okolicy panował niezdrowy klimat, przenieśli się do lasu Molesme w północnej Burgundii. Tam w 1075 roku powstała nowa wspólnota. Zakonnicy wybudowali małe cele (domki) wokół kaplicy św. Trójcy, którą też sami wybudowali. Wspólnota utrzymywała się z własnej pracy, żyli ubogo, samotnie, zachowywali milczenie i wiele czasu poświęcali na modlitwę zgodnie z wymaganiami Reguły św. Benedykta. Mimo iż mieszkali na odludziu, rozchodziła się sława ich świątobliwego życia. Odwiedzało ich wielu gości i zgłaszało się tak wielu kandydatów, że powstawały nowe klasztory. Dary składane przez hojnych ofiarodawców przyczyniły się do rozluźnienia karności zakonnej i osłabienia gorliwości. Robert nie mógł zaakceptować takiego stylu życia i po uzyskaniu zgody od legata papieskiego Hugona, wraz z grupą 21 najgorliwszych mnichów opuścił klasztor i w Niedzielę Palmową - 21 marca 1098 roku udał się do posiadłości swojego kuzyna Rajnalda. Miał wtedy ok. 70 lat. Książę Burgundii Odon ofiarował mu materiał na wybudowanie „Nowego Klasztoru” w Cîteaux. Robert został opatem tej wspólnoty, która zapoczątkowała Zakon Cystersów. Funkcję tą sprawował jeden rok, ponieważ mnisi z Molesme usilnie prosili Roberta, by powrócił jednak do ich wspólnoty. Prosili przez pośrednictwo papieża Urbana II. Robert posłuszny papieżowi, wraz z kilkoma mnichami wrócił do wspólnoty w Molesme. Wspólnota wtedy zaakceptowała reformę wprowadzoną przez Roberta: chciał, by mnisi wiernie realizowali wymagania reguły benedyktyńskiej. Posługę opata pełnił tam 10 lat, do śmierci 17 kwietnia 1111 roku w Molesmes. Umierał jako ponad 80-letni starzec.

 

Św. Robert z Molesme przez całe życie dążył do tego, by jak najwierniej służyć Panu Bogu, by osiągnąć zbawienie. Nie osłabł w gorliwości, gdy tej gorliwości i wierności brakowało współbraciom, nie osłabił jej nawet podeszły wiek, wciąż  szukał nowych możliwości realizacji swojego powołania. Papież Honoriusz II zatwierdził jego kult w 1221 roku.

 

 

16 kwietnia wspominamy bł. Piotra Delépine, laika i męczennika.

 

Kryzys gospodarczy, zmiany ekonomiczno-polityczne i wynikające z tego niepokoje społeczne wywołały w 1789 roku min. wrogość części społeczeństwa wobec Kościoła we Francji. Niechęć przerodziła się z czasem w prześladowanie Kościoła. Konfiskowano majątek kościelny, część zakonów rozwiązano, pozwolono tylko na działalność tym, które prowadziły szkoły i działalność charytatywną. Po kilku latach i ta działalność została zakazana. W 1790 roku żądano od duchowieństwa złożenia przysięgi wierności Konstytucji, która min. zrywała jedność Kościoła francuskiego ze Stolicą Apostolską. W większości przypadków wierni świeccy wspierali biskupów, i kapłanów, którzy odmówili złożenia przysięgi. W obronie tych duchownych stanął też papież Pius VI. Z tego powodu wzmogło się prześladowanie Kościoła. Duchowni, którzy nie złożyli przysięgi na Konstytucję z 1790 roku byli deportowani do Ameryki Południowej, zabroniono sprawowania kultu i jakiejkolwiek działalności duszpasterskiej. Księża posługiwali w ukryciu. Część z nich była więziona, część zamordowana.

 

Od 1792 roku kolejny raz nasiliły się represje wobec Kościoła. W 1794 roku we Francji zginęło wielu duchownych, ale też wielu świeckich członków Kościoła katolickiego. Wśród nich Piotr Delépine urodzony 24 maja 1732 roku w Marigne w rejonie kraju Loary. Poniósł śmierć męczeńską w obronie wiary o odległym ok. 30 km. Avrillé, 16 kwietnia 1794 w egzekucji zbiorowej. Inne szczegóły z jego życia nie są znane.

 

19 lutego 1984 roku w czasie beatyfikacji tak mówił o nich Jan Paweł II: „Byli pierwszymi męczennikami w diecezji Angers, którzy w czasie rewolucji francuskiej przyjęli śmierć, bo […] pragnęli „zachować wiarę i swoją religię”, bo byli członkami Kościoła Katolickiego i kapłanami rzymskimi i odmówili złożenia przysięgi, którą uznawali za schizmatycką, bo nie chcieli opuszczać swojej owczarni. A ich parafianie pozostali wierni swoim pasterzom, Mszom św. przez nich celebrowanym, nabożeństwu ku Maryi i świętym Pańskim. Bez wątpienia tylko w kontekście wielkich ideologicznych, politycznych i militarnych napięć stało się możliwe oskarżenie ich o zdradę kraju. W uzasadnieniach wyroków oskarżano ich o kolaborację z „antyrewolucyjnymi siłami”, co oczywiście zawsze dzieje się w trakcie prawie wszystkich prześladowań, zarówno dawniej jak i dziś […] Ci męczennicy zaiste proszą nas, byśmy pomyśleli o tysiącach wyznawców, którzy dziś cierpią prześladowania – każdego dnia, na całym świecie – w ukryciu, w cierpieniu, w podobnie straszny sposób. Wołają do nas, bo ich własne cierpienia też wyrastały z braku wolności religijnej, dyskryminacji, niemożności obrony, internowania, skazania na śmierć cywilną, i miały jakże wiele wspólnego ze znoszącymi prześladowania w imię Chrystusa w naszych czasach.

13 kwietnia wspominamy bł. Serafina Morazzone, prezbitera.

 

Bł. Serafin urodził się w Mediolanie 1 lutego 1747 roku, jako syn Franciszka i Anny Marii, miał jeszcze troje rodzeństwa. Rodzina żyła ubogo, ojciec prowadził sklep ze zbożem, ale dochód wystarczał tylko na najpilniejsze wydatki. Gdy miał 13 lat zmarła jego matka. Od dzieciństwa pragnął być kapłanem. Ponieważ rodzice nie mogli uiścić opłaty za naukę, został przyjęty przez księży jezuitów, którzy prowadzili szkołę bezpłatną. Od wczesnej młodości godził naukę ze służbą w kościele, a także pracą na własne utrzymanie. Bieda nie była mu obca. Z tego też powodu jego przygotowanie do kapłaństwa trwało dłużej. Wszystkie wynikające z tego trudności, upokorzenia znosił spokojnie, pogodnie. Święceń kapłańskich udzielono mu 9 maja 1873 roku, gdy miał 26 lat.

 

Zaraz po święceniach został posłany do parafii św. Jana Chrzciciela w uroczej miejscowości Chiuso w Lombardii. Tam odprawił swoją pierwszą Mszę św. i posługiwał 49 lat, aż do śmierci 13 kwietnia 1822 roku. Gdy przybył mieszkało tam 185 osób. Była to mała zapomniana wioska. Bardzo wiernie i z wielkim poświęceniem podjął posługę proboszcza. Nie zrezygnował z niej, gdy mu proponowano pracę w innych, bogatszych parafiach czy godności kościelne. Parafianie zapamiętali, że długo się modlił w kościele. Nabożeństwa sprawował bardzo pobożnie i starannie, wygłaszał piękne, poruszające i pouczające kazania. Katechizował dorosłych i dzieci, dzieci uczył czytać i pisać. Codziennie odwiedzał chorych, dzielił się z nimi jedzeniem i tym co było im najbardziej potrzebne, jeżeli już nic nie miał – ofiarował swoją obecność, przy ciężko chorych czuwał w nocy. Świadomie wybrał bardzo skromny, ubogi styl życia. Był cenionym spowiednikiem, ludzie, także z okolicznych miejscowości, przychodzili do Chiuso i nieraz godzinami czekali w kolejce do spowiedzi, a „błogosławiony” Serafin – już za życia go tak nazywano – cierpliwie spowiadał. Parafianie cenili jego osobistą świętość i ofiarną służbę kapłańską. Nazywano go też „włoskim proboszczem z Ars” – tylko mało znanym.

 

Papież Benedykt XVI 26 czerwca 2011 roku – w dniu jego beatyfikacji, powiedział, że był wzorowym proboszczem z rejonu Lecco na przełomie XVIII i XIX wieku.

 

 

 

 

 

 15 kwietnia wspominamy św. Damiana z Molokai, prezbitera, zakonnika.

 

Józef de Veuster urodził się 3 stycznia 1840 roku w Tremelo w Belgii, we flamandzkiej, katolickiej, pobożnej, rodzinie chłopskiej. Rodzina utrzymywała się z handlu pijawkami i rolnictwa. Dwie z jego sióstr wstąpiły do zgromadzenia sióstr urszulanek, a starszy brat do zgromadzenia Sercanów Białych. Rodzice zapewnili mu możliwość nauki. Miał 18 lat, gdy z ojcem odwiedził swojego brata w klasztorze Sercanów Białych w Louvain. Po rozmowie z bratem, oznajmił ojcu, że zostaje w klasztorze. Jako że przerwał naukę sugerowano, że zostanie bratem zakonnym – zgodził się, choć nie zgasło w nim dziecięce pragnienie bycia misjonarzem w dalekich krajach. Przełożeni pozwolili mu kontynuować naukę, gdy zauważyli jego niezwykłe zdolności. Znowu przerwał naukę, gdy przełożony prosił o wyjazd na misje. Po ponad 4 miesięcznej podróży 19 marca 1864 roku z kilkoma zakonnikami dotarł na Hawaje. Szybko uzupełnił formację i 21 maja 1864 roku miejscowy biskup udzielił mu święceń kapłańskich. Przez pierwszych 9 lat pracował jako misjonarz na Hawajach – przede wszystkim głosił Dobrą Nowinę o zbawieniu ludziom, którzy jeszcze nie znali Boga.

 

W 1873 roku biskup prosił kapłanów by podjęli misję wśród trędowatych na wyspie Molokai. O. Damian zgłosił się bez wahania, wyjechał z nim jeszcze jeden kapłan. Władze świeckie zdecydowały, by chorych na trąd – była to wtedy choroba nieuleczalna – izolować na wyspie Molokai. Dowożono tam żywność i inne produkty, lecz byli sami pozbawieni jakiejkolwiek pomocy. O. Damian zaczął od wybudowania kościoła dla 600 chorych parafian i organizacji opieki duszpasterskiej. Dzięki jego staraniom doprowadzono wodę pitną. Stał się członkiem tej wspólnoty: dzielił z nimi życie, wspólnie siadał do stołu, rozmawiał, pocieszał, leczył, opatrywał rany, zorganizował szkołę, orkiestrę dętą, ujeżdżalnię koni, uczył uprawy ziemi, pomagał w budowaniu drewnianych domów, by nie mieszkali w ruderach. Był duszpasterzem, przyjacielem, nauczycielem, cieślą, budowniczym, stolarzem, kucharzem – wiarygodnym świadkiem miłości Boga. Trędowatym zesłańcom przywrócił nadzieję. Stał się jednym z nich – zaraził się trądem i jak oni osamotniony: przełożony nakazał mu pozostanie na wyspie, a współbrat musiał go opuścić. Służył trędowatym ostatkiem sił. Siły do heroicznej posługi czerpał z modlitwy: codziennie znajdował czas na adorację Najświętszego Sakramentu. Gdy umierał 15 kwietnia 1889 roku mając 49 lat, wśród trędowatych pracowały już Siostry Franciszkanki, wiedział, że jego dzieło będzie kontynuowane. (Jednym z kontynuatorów był bł. O. Jan Bejzym.)

 

4 czerwca 1995 roku, beatyfikował go Jan Paweł II, a kanonizował 11 października 2009 roku Benedykt XVI. Tak o nim powiedział w homilii: „Józef, który w Zgromadzeniu przyjął imię Damian, w wieku 23 lat, opuścił rodzinną Flandrię, by głosić Ewangelię w innej części świata, na Hawajach. Jego działalność misyjna, która dawała mu wiele radości, w miłości osiąga swój szczyt. Nie bez lęku i oporów postanawia udać się na wyspę Molokai, by posługiwać trędowatym, którzy tam żyli, zapomniani przez wszystkich; tym samym wystawia się na ryzyko zarażenia chorobą. Wśród nich czuł się jak w domu. Ten sługa Słowa stał się w ten sposób sługą cierpiącym, był trędowatym wśród trędowatych przez ostatnie cztery lata życia.

 

Aby pójść za Chrystusem, o. Damian nie tylko opuścił swoją ojczyznę, ale także wystawił na szwank swoje zdrowie; dlatego — jak mówi Słowo Jezusa z dzisiejszej Ewangelii — otrzymał życie wieczne (por. Mk 10, 30). Damian w Ewangelii odnalazł sens życia i świadczył o niej najbiedniejszym w tamtych czasach.

 

 

 

12 kwietnia wspominamy św. Teresę od Jezusa z Andów, dziewicę.

 

Juana Fernandez Solar urodziła się 13 lipca 1900 r. w Santiago de Chile w zamożnej i pobożnej rodzinie. Dwa dni później była ochrzczona. Była czwartym z sześciorga dzieci, wyjątkowo kochaną przez rodziców i rodzeństwo. Nie miała jeszcze 7 lat gdy straszy brat nauczył jej modlitwy różańcowej. W wieku 10 lat przyjęła Pierwszą Komunię św. i kilka miesięcy później Sakrament Bierzmowania. Rodzice zapewnili jej naukę i wychowanie w najlepszej szkole w mieście. Jednak nie mieszkała w internacie jak inne uczennice, dochodziła na lekcje z domu, nie mogła zaakceptować panującego tam rygoru. Lubiła sport, lubiła grać w tenisa, pływać, świetnie jeździła konno. Od dzieciństwa była porywcza i uparta, pyszna i próżna – sama tak o sobie pisała, ale pisała też o tym, że wytrwale pracowała nad sobą. Wakacje spędzała w posiadłości rodzinnej na wsi i tam wiele czasu poświęcała na modlitwę, ale też uczyła dzieci katechizmu, pomagała pracownikom fermy, zwłaszcza ubogim.

 

Od dzieciństwa chciała służyć wyłącznie Panu Jezusowi, gdy miała 14 lat wiedziała, że będzie karmelitanką. Więcej czasu poświęcała na modlitwę, nie zaniedbując przy tym nauki – otrzymywała najlepsze oceny - ani życia towarzyskiego, już wtedy czytała dzieła mistyków karmelitańskich. Jako 17 – latka nawiązała kontakt z Siostrami Karmelitankami w rodzinnym mieście, cieszyła się z tego, ale równocześnie musiała pokonać opór ojca i braci, którzy nie akceptowali jej decyzji. 7 maja 1919 roku mimo rozdarć rodzinnych, (matka i siostra sprzyjały) jej wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek. Rozpoczęła nowicjat, przyjęła imię: Teresa od Jezusa. W marcu 1920 r. powiedziała spowiednikowi, że w ciągu miesiąca umrze. Od Wielkiego Piątku trawiła ją wysoka gorączka. Ciężko chora na ostrą odmianę tyfusu, przyjęła sakramenty święte i złożyła śluby zakonne. Zmarła 12 kwietnia (w poniedziałek w okresie wielkanocnym) 1920 roku. Jej pragnieniem było: Poświęcić życie za grzeszny świat.

 

Jan Paweł II beatyfikował ją 3 kwietnia 1987 roku, a kanonizował 21 marca 1993 roku, wtedy w homilii mówił: „Ta chilijska karmelitanka, (…) daje zsekularyzowanemu społeczeństwu, odwracającemu się od Boga, wyraziste świadectwo życia. Głosi dzisiejszemu człowiekowi, że zazna prawdziwej wielkości i radości, wolności i spełnienia, jeśli będzie kochał Boga, wielbił Go i Mu służył. Życie bł. Teresy jest jakby cichym wołaniem zza klauzury, że „Bóg sam wystarczy!” Jest wołaniem skierowanym szczególnie do młodych, spragnionych prawdy i szukających światła, które nada sens ich życiu. Młodzieży narażonej nieustannie na wpływy kultury przenikniętej erotyzmem, społeczeństwu mylącemu prawdziwą miłość - która jest darem - z hedonistycznym wykorzystaniem drugiej osoby, ta młoda dziewczyna z Andów ukazuje dziś piękno i szczęście promieniujące z czystych serc. (…)

Młoda chilijska święta była nade wszystko duszą kontemplacyjną. Spędzała na modlitwie i adoracji długie godziny przed tabernakulum i u stóp krzyża w swojej celi, zanosząc prośby i ofiarowując się za odkupienie świata, wspomagając mocą Ducha działalność apostolską misjonarzy, a zwłaszcza kapłanów. „Karmelitanka jest siostrą kapłana”. Rzecz jasna, życie kontemplacyjne na wzór Marii z Betanii nie zwalnia Teresy z obowiązku służenia jak Marta. W świecie, w którym ludzie walczą nieustannie, aby się wywyższyć, by posiadać i panować, ona uczy nas, że szczęście polega na pokornej służbie wszystkim, za przykładem Jezusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, ale by służyć i by dać życie na okup za wielu (por. Mk 10, 45).”

 

 

POLECAMY

  SP Pallotti w Lublinie     Przemiana.pl