2272506
Dziś
Wczoraj
W tym tygodniu
W zeszłym tygodniu
W tym miesiącu
W zeszłym miesiącu
Ogólnie
275
1568
3371
1162198
4998
35748
2272506

Liturgia

 

Migawki

Kontakt

„Wychowywać… ale jak?”. Pytanie z pozoru dość banalne. Jeśli jednak uwzględnimy kontekst, to okaże się, że jest ono w gruncie rzeczy dramatyczne. Czy w ogóle dziś możliwe jest wychowanie?

W zachodniej Europie już wkrótce temat wychowania w ogóle zniknie. Powód jest prosty – nie będzie dzieci, więc zwyczajnie nie będzie o czym rozmawiać. Brzmi to sarkastycznie, ale takie są fakty. Dane statystyczne pokazują, że Stary Kontynent popełnia właśnie demograficzne samobójstwo. Polska w tej europejskiej „sali samobójców” jest liderem.

Zachodnia cywilizacja dokonuje również powolnej samozagłady w sferze kulturowej. Pod sztandarami Unii Europejskiej następuje ciągłe, systematyczne niszczenie etosu, który ukształtował i spajał przez wieki nasz kontynent. Filozofią Zachodu jest dziś postmodernizm, który odrzuca istnienie obiektywnych, klasycznych wartości i neguje jakąkolwiek „wielką opowieść o człowieku”, którą od zawsze przekazywały religie i kultury. Jedynym punktem odniesienia, wręcz absolutem, staje się indywidualna wolność jednostki. Europa w ujęciu dzisiejszych elit nie jest już „wspólnotą istniejącej kultury, ale projektem. Projektem emancypacyjnym”, zauważa celnie Bronisław Wildstein. Jaki to ma związek z wychowaniem?

Większy niż się pozornie wydaje. Idee mają bowiem swoje dalekosiężne konsekwencje. Niszczą lub budują człowieka i ludzkie społeczności.

Mówiąc o wychowaniu, zwracamy zwykle uwagę na rodzinę, szkołę, Kościół, czasem także na polityków czy prawo. Tradycyjnie narzekamy na dzieci i młodzież. Zbyt łatwo zapominamy, że najistotniejszym czynnikiem, który wpływa na wychowanie, jest kultura. Wszelkie wspólnoty wychowawcze nie działają w próżni, ale w określonym kontekście. To kultura stanowi powietrze, którym oddychają zarówno wychowawcy, jak i wychowankowie. Mam tu na myśli zwłaszcza kulturę masową, która dociera do nas szerokim strumieniem telewizyjnych kanałów i internetowych łączy. Nieraz zastanawiamy się, dlaczego dziś wychowanie wydaje się trudniejsze, jakby mniej oczywiste. Dlaczego nie radzą sobie z tym rodzice, nauczyciele, katecheci, księża? Szukając odpowiedzi na to pytanie, nie wolno zapomnieć o kulturze. To ona bowiem formuje serca i umysły ludzi, i przez to tworzy klimat sprzyjający wychowaniu lub nie. (...)

W masowej kulturze dominuje klimat antywychowawczy. Następuje dekonstrukcja (ulubione hasło postmodernistów) podstawowego zaufania między pokoleniami. Zakwestionowane zostały wszelkie relacje typu "pasterz-owce". Jest ktoś, kto prowadzi innych, i są prowadzeni, czyli np. rodzice-dzieci, nauczyciel-uczeń, ksiądz-wierni. W tego typu zależności "pionowej" ważne są takie cnoty jak służba i odpowiedzialność ze strony prowadzących oraz zaufanie i posłuszeństwo prowadzonych. Dziś jednak te "pionowe" relacje są z definicji uznane za opresyjne, niebezpieczne, niszczące wolność, otwierające pole do nadużyć. U podłoża tej ideologii leży ostatecznie odrzucenie Boga jako najwyższego autorytetu. Za jedynie dopuszczalne uznaje się relacje typu poziomego, oparte na równości i braterstwie, demokratycznym wyborze. Każdy autorytet "pionowy" uważany jest z zasady za podejrzany, zagrażający wolności. Taka mentalność niszczy to, na czym opiera się sama idea wychowania.

Pedagogika - czyli nauka o wychowywaniu - wywodzi się ze słowa paidaqoqos. W starożytnej Grecji oznaczało ono niewolnika, który prowadził chłopców na miejsce ćwiczeń. Z biegiem czasu ów paidaqoqos był odpowiedzialny za kształcenie młodego człowieka, przekazanie mu zasad moralnych. Jak wykazał Werner Jaeger, podstawową ideą greckiej filozofii była "paideia" - czyli formowanie człowieka od najmłodszych lat według ideału człowieczeństwa. Ten ideał pięknego i dobrego człowieczeństwa nie był negocjowany w demokratycznych głosowaniach. Był odczytywany przez rozum w samej ludzkiej naturze. Tym zajmowali się właśnie Sokrates, Platon, Arystoteles i inni. Jaeger dowodził, że chrześcijaństwo dokonało przetworzenia greckiej paidei. Chrystus był ukazywany w myśli i sztuce starochrześcijańskiej jako prawdziwy filozof-pasterz, który pokazuje drogę życia. On mówi, kim jest człowiek i co powinien czynić, by nim rzeczywiście być. Pojawia się więc paideia Chrystusa. On jest paidaqoqosem człowieka. Ta myśl stanowiła istotę kultury europejskiej od starożytności aż do oświecenia, które zaczęło ją kwestionować.

Symbolem rewolucji francuskiej stało się zburzenie Bastylii. W tym więzieniu nie było jednak nikogo poza kilkoma rzezimieszkami. Rewolucja niby burzy wiezienia, ale nie przynosi żadnego wyzwolenia. Wyzwalanie z pozornych niewoli trwa z różną intensywnością w Europie. Dziś przybiera postać tzw. walki z dyskryminacją. Ideologia postmodernizmu głosi konieczność uwolnienia człowieka od takich "opresyjnych" idei jak prawda, obiektywne dobro, piękno, ludzka natura, płeć, małżeństwo itd., i oczywiście od centralnej wartości starożytnej filozofii i chrześcijaństwa - Boga. Jedynym absolutem jest wolność jednostki, która nie musi brać odpowiedzialności za nic i za nikogo, która ma prawa, ale nie ma obowiązków. Nie ma niczego, co byłoby obiektywne. Wszystko zależy od subiektywnego punktu widzenia, wszystko jest względne, plastyczne i do zmiany. Nie ma żadnych pewników poza jednym, że nie ma żadnych pewników. Jakie są konsekwencje takich idei? Rosną społeczeństwa bezideowych egoistów, konsumentów życia, goniących za seksualną przyjemnością, bez większych ambicji, celów, nadziei. 

Kultura masowa jest zbudowana w znacznej mierze na tych filozoficznych założeniach. Często ukrytych lub przemycanych w formie lekkiej, łatwej i przyjemnej. Mass media sprzęgnięte z przemysłem rozrywkowym, z reklamą, często także z polityką, wywierają gigantyczny wpływ na ludzi, formatują umysły i serca. Od najmłodszych lat spędzamy tysiące godzin przed ekranami telewizorów i komputerów. Świat wirtualny, sztucznie wykreowany, miesza się z rzeczywistością. Mruga nam przed oczami nieskończona wielość obrazów, życie wydaje się światem tysięcy możliwości, jak wielka komputerowa gra, niekończąca się opera mydlana. Tysiące bodźców, miliony bitów informacji. Człowiek nie jest w stanie tego wszystkiego "przerobić", ułożyć, przemyśleć. Żyjemy z narastającym symptomem ADHD. To wszystko wpływa najbardziej na najmłodszych, bezbronnych wobec tej przemocy.

Chorobą naszych czasów staje się zdziecinnienie. Tylko dzieciom wydaje się, że nie ma żadnych granic. Dziś powtarzają to dorośli: eksperci, politycy, gwiazdy. Takie pojęcia jak odpowiedzialność, dyscyplina, wymaganie to przeżytek. Świat powinien być wielkim kolorowym placem zabaw. (...)

Wychowanie jako takie jest podejrzane. Przedstawiane jest jako opresyjne narzucanie jednostce sztucznych zasad, pojęć czy reguł, na które ona może nie ma ochoty. Tradycyjne wychowanie - oparte na posłuszeństwie, będące w założeniu prowadzeniem (paidagogos) dziecka do doskonałości, uczeniem odpowiedzialnego życia, wybierania dobra i odrzucania zła, szukania prawdy - jest raczej przedmiotem szyderstwa niż pochwały. Najważniejszą wiarą stała się wiara w siebie. Trzeba być naturalnym, oryginalnym i wystrzegać się sztywnych reguł. Żadnych mistrzów, żadnego naśladowania, żadnego kanonu, wzoru. Zrób to sam. Wychowawca może najwyżej towarzyszyć wychowankowi, przyglądać się mu życzliwie, ale nie daj Boże skarcić, zakazać czegoś, postawić wymaganie czy zażądać dyscypliny.

Założenia postmodernistyczne przenikają do ministerstw oświaty, wyznaczających "europejskie standardy". Nie mają one nic wspólnego z grecką czy chrześcijańską paideąObiektywizacja, ewaluacje, punktacje, wypełnianie sprawozdań, wykazywanie osiągnięć, testy itd. zamieniają szkołę w zakład produkujący rzemieślników. Nie inaczej dzieje się na wyższych uczelniach. Gubi się to, co jest podstawą wychowania, relacja nauczyciel-uczeń. Nie ma czasu na kształtowanie charakteru, nikt tego zresztą specjalnie nie oczekuje, nie punktuje się tego w drodze do awansu, a można się narazić władzom oświatowym i rodzicom.

Brzmi to wszystko pesymistycznie. Oczywiście są wciąż rodzice, nauczyciele, katecheci, księża, którzy się nie poddają. Nadal wychowują. Walczą, bo wiedzą, o jaką stawkę toczy się gra. Wydaje mi się jednak, że autentyczni wychowawcy są coraz bardziej samotni. Afrykańskie przysłowie mówi, że potrzebna jest cała wioska, aby wychować jedno dziecko. Globalna wioska, w której żyjemy, nie przejmuje się specjalnie sprawą wychowania. Jeśli naszkicowana powyżej diagnoza jest słuszna, to pytanie "Wychowywać … ale jak?" nie jest pytaniem o porady pedagoga. Jest to krzyk, wołanie na puszczy. Czy ktoś je usłyszy?

                                                       ks. Tomasz Jaklewicz (GN 37/2012)

 

Wykład ks. prof. Dariusza Oko o ideologii gender, zmieniającej podstawowe definicje życia społecznego, szczególnie groźnej dla przyszłości rodziny, a panoszącej się dziś na większości uniwersytetów europejskich i nie tylko ...

 

{youtube}PGNhV62x1lI{/youtube}

 

{youtube}pfQjv6DohPA{/youtube}

 

Wzruszające świadectwo Gianny Jessen, która przeżyła aborcję. Na podstawie jej historii powstał w 2011 r. film fabularny "October Baby" (polski tytuł: "Każde życie jest cudem"). 

Zapraszamy do obejrzenia pod linkiem:    October Baby (polskie napisy)

 

 

 
        Aby uzyskać więcej informacji kliknij tutaj

 


Nie było miejsca w Betlejem. Nie chcieli Dzieciątka – użalają się ludzie. Ale o co chodzi? Przecież ludzie u nas chronicznie nie mają dziś miejsca dla dzieciątek. No chyba że akurat wyjątkowo są „chciane”. Czyli zaplanowane. Te się rodzi, gdy rodzice są pewni, że wszystko zagra. Gdy ma się mieszkanie, pieniądze, standard. Gdy wszystko jest przygotowane, zabezpieczone, kiedy człowiek nasycił się karierą, zaspokoił ambicje. Oczywiście to wszystko z poczucia odpowiedzialności. No bo przecież nie można powoływać na świat człowieka, żeby cierpiał, na przykład z braku własnego biurka albo przez brak dostępu do internetu.

I tak przybywa „odpowiedzialnych”, którzy akceptują tylko to, co według nich jest absolutnie sprawdzone i bezpieczne. Żadnych niespodzianek! Mam mieć w życiu tylko to, co sobie zaplanowałem. Tymczasem jeśli ludzkość rozwijała się i wzrastała w siłę, to głównie dlatego, że ludzie – szczególnie w zakresie rodzicielstwa – nie mogli za dużo planować. Dzieci były zawsze darem i niespodzianką. Kochało się je więc tak, jak się pojawiały – i tyle, ile się pojawiło. I były znakiem błogosławieństwa, źródłem radości i dumy. Rodziły się w każdych warunkach, a nie tylko wtedy, gdy „były warunki”. Gdyby poprzednie pokolenia uzależniały rodzicielstwo od możliwości materialnych, nie byłyby żadnymi poprzednimi pokoleniami. Nigdy nie było warunków dla dzieci i nigdy nie będzie, bo gdy ludzie mają okazję planować swoje (i cudze) życie, to – o ile nie są motywowani wiarą – z reguły kalkulują tchórzliwie i małodusznie. A jeśli jeszcze czytają modne ostatnio wyliczenia, ile też kosztuje wychowanie jednego dziecka, łatwo dojdą do wniosku, że lepiej poprzestać na samochodzie i piesku.

Jak to się dzieje, że narody ubogie i skrajnie ubogie mają dzieci, a bogate coraz częściej ich nie mają? Jak to się dzieje, że Polska wymiera i trzeba opóźniać emeryturę, skoro na tle innych jesteśmy krajem zamożnym? Czy wszystko tłumaczy kiepska polityka prorodzinna? Z Księgi Wyjścia wiemy, że Izrael najbardziej rozmnożył się w Egipcie, w „domu niewoli”. Im gorzej im było, im bardziej ich Egipcjanie gnębili, tym więcej im się dzieci rodziło. Do tego stopnia, że faraon wprowadził nakaz aborcji (ze względów technicznych pourodzeniowej) żydowskich chłopców. Ale żydowskie położne „bały się Boga i nie wykonały rozkazu króla egipskiego”. I dalej czytamy, że „Bóg dobrze czynił położnym, a lud izraelski stawał się coraz liczniejszy i potężniejszy” (Wj 1,15-20).

Czy to nie ciekawe? Wciąż im było ciężko, a jednak stawali się potężnym narodem. Bóg im błogosławił, bo byli otwarci na życie.

Argument z błogosławieństwa Bożego oczywiście nie trafi do niewierzących, ale – pobudka! – ja to piszę do wierzących. Bóg domaga się zaufania Mu we wszystkim, a zaufanie oznacza przełamanie lęku i przyjęcie planu Bożego. Kto celebruje własne planowanie, niech wie, że sam Jezus był dzieckiem nieplanowanym – Maryja inaczej widziała swoją przyszłość. Ale na słowo Boga je zmieniła. Gloria in excelsis Deo!

                                                                 Franciszek Kucharczak (GN 51-52/2012)

  komentarz z internetu:

~ Artur: W końcu ktoś poruszył ważny temat, który mam wrażenie mało jest obecny w Kościele. Na kursach przedmałżeńskich dużo się mówi o NPR, a nawet uczy się drobiazgowo o wykresach i śluzach. A nie mówi się, że przecież wg nauczania Kościoła jest to metoda dopuszczalna w szczególnie trudnych sytuacjach. I nagle okazuje się, że wszyscy mają strasznie trudną sytuację i stosują NPR jak antykoncepcję nie widząc różnicy. A nikt nie mówi o otwartości na życie. A to jest droga chrześcijanina, nakaz jest prosty: "bądźcie płodni i rozmnażajcie się". Świat nam dzisiaj oczywiście próbuje wmówić bzdury, że nie damy rady, że lepiej się nie wysilać, że teraz jest trudno, że przecież trzeba mieć pieniądze na zajęcia dodatkowe dla każdego dziecka itp. Ale to nieprawda. Poznałem wiele rodzin, które są otwarte na życie niezależnie od warunków. To są piękne świadectwa. I o tym powinno się mówić i takie rodziny pokazywać, które powierzają się Bogu w kwestii potomstwa i nigdy się nie zawodzą.

POLECAMY

  SP Pallotti w Lublinie     Przemiana.pl